"11 lipca musimy pamiętać o ponad stu tysiącach zapomnianych cywilnych ofiar bestialskich zbrodni OUN UPA, głównie matkach, dzieciach i starcach zamieszkujących Kresy południowo-wschodnie II Rzeczpospolitej! Pamiętać musimy, jako obywatele i członkowie narodowej wspólnoty, ponieważ o ofiarach ludobójstwa na Kresach wciąż nie chcą pamiętać reprezentanci polskich władz (żadnych oficjalnych uroczystości nie ma). To oczywiście tylko jedna z haniebnie przemilczanych obecnie prawd historycznych, ale zarazem największa, jeśli chodzi o liczbę niewinnych ofiar - wśród których, poza Polakami, znaleźli się też obywatele polscy innych narodowości, w tym szlachetni Ukraińcy ratujący życie swoim sąsiadom" - czytamy w specjalnym komunikacie organizatorów.
Tarnowskie uroczystości organizuje Obywatelskie Porozumienie Osób i Organizacji na rzecz Tradycji i Niepodległości, w szczególności jeden z instytucjonalnych sygnatariuszy Porozumienia - Stowarzyszenie Nie Teraz. Uroczystości rozpoczną się w środę 11 lipca o godzinie 17:15 na Starym Cmentarzu pod Kurhanem Kresowym. O godzinie 18:00 w Bazylice Katedralnej odprawiona zostanie Msza Święta m.in. w intencji ofiar kresowego ludobójstwa. Następnie w Tarnowskim Centrum Kultury zaplanowano specjalny pokaz spektaklu Teatru Nie Teraz "Ballada o Wołyniu" a po nim dyskusję z udziałem zaproszonych gości, którą zakończy wyjście uczestników wieczornicy na Rynek i zapalenie tam Znicza Pamięci. Ma być on sygnałem do upamiętnienia tragicznej Rocznicy przez zapalenie symbolicznej świecy w oknie. Organizatorzy zapraszają do wzięcia udziału we wszystkich uroczystościach i wydarzeniach zaplanowanych 11 lipca w Tarnowie.
Z ponad 2 milionów mieszkańców Wołynia w II RP Polacy stanowili niespełna 17 %. W samym roku 1943 sześćdziesiąt tysięcy z nich zostało bestialsko zamordowanych przez UPA w zaplanowanych wcześniej akcjach. "Ostrożne" szacunki mówią o ponad 130 tysiącach naszych rodaków, głównie kobiet, dzieci i starców pomordowanych przez ukraińskich szowinistów we wszystkich województwach Kresów Południowo-Wschodnich do roku 1945. Była to zatem największa w długiej historii Polski zbrodnia o podłożu etnicznym dokonana na Polakach ! Niestety, hańbą naszych czasów jest brak zainteresowania upamiętnieniem ofiar tej zbrodni przez obecne polskie elity, a co za tym idzie niska świadomość społeczna tragicznych wydarzeń na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Jako Polacy nie możemy jednak zapomnieć o hekatombie naszych rodaków. Prosimy więc o włączenie się w tarnowskie uroczystości rocznicowe "krwawej niedzieli" 11 lipca oraz w ogólnopolską, wieczorną akcję pamięci o tym ludobójstwie - apelują organizatorzy rocznicowych obchodów, prosząc o zapalenie świateł pamięci w oknie naszych domów w środę po godzinie 21:00!
Program obchodów 69. rocznicy kulminacji ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ludności Polskich Kresów
11 lipca (środa)
11 lipca 1943 roku około godziny trzeciej rano uzbrojone oddziały ukraińskich nacjonalistów zaatakowały polską wieś Gurów. Tak zaczęła się najbardziej krwawa niedziela w historii Wołynia. Ludobójstwo dokonane tylko tego jednego dnia na około 10 tysiącach polskich chłopów miało swoje miejsce tego dnia jeszcze w trzech powiatach: kowelskim, horochowskim i włodzimierskim. Partyzanci ukraińscy dopuścili się nieludzkiej rzezi i zniszczenia. Polska ludność z ponad stu miejscowości ginęła od kul, siekier, wideł, kos, pił, noży, młotków i innych narzędzi zbrodni â płonęły wsie polskie...
Akcja ta została starannie przygotowana przez kierownictwo UPA. Cztery dni przed jej rozpoczęciem organizowano spotkania w ukraińskich wsiach i uświadamiano mieszkańców o konieczności eksterminacji Polaków. Posługiwano się hasłem: „Wyrżnąć Lachów aż do 7 pokolenia, nie wyłączając tych, którzy nie mówią już po polsku”. Z kolei 9. lipca rozprowadzano w polskich wsiach ulotki w języku polskim i ukraińskim propagujące zjednoczenie i wspólną walkę dwóch nacji z okupantami - Niemcami i Moskalami. Zapewniano przy tym Polaków, że nic im się nie stanie - zapewne z powodu informacji o nadchodzącym pogromie - oraz sugerowano, że opuszczenie wsi będzie wyrazem nienawiści wobec Ukraińców. W okresie przed 11. lipca przeprowadzona została koncentracja oddziałów UPA, przede wszystkim w obszarach leśnych, jak to miało miejsce w lasach zawidowskich przed akcją w powiecie włodzimierskim.
Profesor Władysław Filar pisze: "Taktyka nacjonalistów ukraińskich stosowana podczas eksterminacji każdej ze stu polskich wsi była zawsze taka sama. Polegała ona na tym, że oddziały UPA otaczały daną miejscowość tak, aby nikt nie mógł z niej ujść, następnie inne pododdziały wchodziły do wsi, zganiały Polaków na jedno miejsce (np. do stodoły, budynku szkolnego) i tam dokonywały masowego mordu. Po dokonanej masakrze do wsi na furmankach wjeżdżały grupy rabunkowe, złożone głównie z kobiet, i zabierały wszystko co pozostało po zamordowanych Polakach, od odzieży do elementów budowlanych. Po kilku dniach, gdy wszystko się uspokoiło i niektórzy ocaleli Polacy wracali do wsi, oddziały UPA ponownie atakowały wieś, mordowały Polaków i paliły budynki."
O ogromie eksterminacji niech świadczą liczby zabitych. We wsi Gurów na 480 Polaków ocalało tylko 70 osób; w Porycku wymordowano prawie całą ludność polską - ponad 200 osób; w kolonii Orzeszyn na ogólną liczbę 340 mieszkańców zginęło 270 Polaków; we wsi Sądowa spośród 600 Polaków tylko 20 udało się ujść z życiem; w kolonii Zagaje na 350 Polaków uratowało się tylko kilkunastu.
Rzeź z 11. lipca jest jedną z wielu. Jak pisze F. Budzisz: "w latach 1943-1944 trudno jest znaleźć dzień, w którym by nie dokonano mordów na ludności polskiej, a były to dni w których zabito tysiące np. 10, 11, 12 lipca i 30 sierpnia 1943". Z danych liczbowych zawartych w konspiracyjnym czasopiśmie polskich władz podziemnych wynika, że tylko w województwie tarnopolskim i tylko w okresie od listopada 1943 do stycznia 1944 roku z rąk OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) - UPA z łącznej liczby zamordowanych Polaków - w torturach zginęło 98,9% osób.
O bandyckim charakterze UPA wypowiada się między innymi ukraiński badacz Witalij Masłowskyj, profesor Instytutu Nauk Społecznych we Lwowie. Twierdzi, że kryminalny charakter UPA jest aksjomatem. Inny ukraiński badacz z Kanady Wiktor Poliszczuk, prawnik, politolog, wybitny znawca ukraińskiego nacjonalizmu integralnego pisze, że członkowie UPA zachowywali się jak bandyci, ale zbrodnie popełniali z politycznych motywów. Podawane są różne dane dotyczące ofiar akcji podejmowanych przez UPA w latach 40-tych. Zamordowano co najmniej 130 tysięcy Polaków, a w setkach tysięcy liczy się tych, którzy przed prześladowaniami uciekli z obszaru Ukrainy.
W tym czasie okupant niemiecki przypatrywał się krwawym wydarzeniom na Wołyniu. Co więcej, Niemcy prowokowali Ukraińców do napadów na Polaków, posługując się policją ukraińską. Z kolei, aby zaognić antypolskie nastroje wszelkie represje wobec Ukraińców przypisywano Polakom.
Zbrodnia z 11. lipca 1943 roku dokonana na Polakach nie może zostać zapomniana ani przemilczana. Nie dlatego, by wypominać komukolwiek tę krwawą niedzielę, ale dlatego, że pamięć o ludziach, którzy zginęli w tym strasznym mordzie powinna pozostać w Polakach. Jak ktoś powiedział "naród nie pamiętający o swojej historii jest narodem bez przyszłości".
Wołyńska historia to historia naszych dziadków, przodków, którzy wtedy stanowili ważną część Polski.
Piotr Dziża
intarnet.pl